Twitter i Facebook na celowniku komisji śledczych w USA

Środa, 20 Września 2017, 15:06 Cyber Twitter pixabay_com

Komisja ds. Wywiadu Senatu Stanów Zjednoczonych ma zaprosić na przesłuchanie przedstawicieli Facebooka w sprawie rosyjskich ingerencji w kampanię prezydencką. Na tym jednak nie koniec. Jak twierdzi przewodniczący Komisji Richard Burr planowane jest także zaproszenie kierownictwa Twittera. 

Pojawia się coraz więcej informacji rzucających podejrzenia na politykę największych mediów społecznościowych świata. Obok raportów mówiących o wykupywaniu przez Rosjan reklam przed ostatnimi wyborami prezydenckimi za miliony dolarów na Facebooku, tolerancji dla fikcyjnych kont propagujących poglądy antysemickie oraz organizujących protesty antyimigranckie, są również wątpliwości względem Twittera. Wiceprzewodniczący Komisji Makr Warner twierdzi, iż „to tylko wierzchołek góry lodowej”.

W tej kwestii Demokraci i Republikanie mówią jednym głosem. Jak powiedział Burr w rozmowie z dziennikarzami The Wall Street Journal kwestia mediów społecznościowych musi zostać szczegółowo zbadana. „Jest w naszym największym interesie, aby poznać pełną odpowiedzialność wszystkich, którzy działają w tej przestrzeni, jeśli rzeczywiście zagraniczne środki znalazły sposób na finansowanie swoich działań w mediach społecznościowych”.

Twitter daje idealne warunki do prowadzenia całych kampanii propagandowych lub dezinformacyjnych i to w pełni anonimowo. Szeroko analizowane są obecnie działania zautomatyzowanych kont, tzw. botów, na odcinku rozprzestrzeniania fałszywych informacji lub wzmacniania konkretnych przekazów propagandowych i wpływania na trendy informacyjne. Już w marcu br. Komisja zajmowała się tymi zagadnieniami. W opinii występujących przed nią ekspertów platforma Twittera znacząco ułatwiła rosyjskie działania. Określona została też jako jeden z kilku „nieumyślnych pośredników” rosyjskiej operacji. Chodzi o precyzyjne kierowanie zautomatyzowanymi i półzautomatyzowanymi kontami w koordynacji z atakami trolli.

Część ekspertów uważa, iż Facebook podejmuje pewne wysiłki, aby zmierzyć się z wyzwaniami oddziaływania za jego pośrednictwem przez podmioty zagraniczne. Uruchomiony został projekt mający identyfikować dezinformację. Jednak Twitter nie działa jeszcze na tym odcinku, a problem botów staje się coraz poważniejszy. Nieoficjalne źródła twierdzą, iż najważniejszym obszarem zainteresowania śledczych będą właśnie boty, a nie kampanie reklamowe, jak w przypadku Facebooka. Oficjalnie ani przedstawiciele Twittera, ani komisji Roberta Muellera nie komentują jeszcze publicznie kwestii toczących się postępowań.

Jeszcze w czerwcu przedstawiciel Twittera Colin Crowell bronił swojej firmę na blogu. Twierdził, że istota podawania informacji w czasie rzeczywistym sama w sobie jest „antidotum na rozszerzanie się wszystkich rodzajów fałszywych informacji”. Ostrzegał też przed próbami ograniczenia wolności słowa. Jego zdaniem nie jest możliwe zidentyfikowanie spośród setek milionów tweetów który jest prawdziwy, a który nie. Jego zdaniem taka praca to nie rola firmy, ale dziennikarzy, ekspertów i społeczeństwa obywatelskiego. Podniósł również kwestię, iż boty są pozytywnym i ważnym narzędziem w wielu sferach, np. w procesach obsługi klienta, ale i bezpieczeństwa publicznego. Zapewnił on też, iż firma podejmuje wysiłki mające na celu identyfikację użytkowników, rozpoczynających szkodliwe działania botnetów. Zarzucił ponadto środowisku eksperckiemu, iż ich badania wpływu sieci kont zautomatyzowanych na całego Twittera są nie zawsze precyzyjne, a wykorzystywana metodologia jest często błędna. 



Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

TowariszczJacho Niedziela, 24 Września 2017, 22:05
Bardzo interesujące są te przepychanki ... pasuje mi tu ... nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka ... czyżby "służby" zauważyły że coś się im może wymyka spod kontroli ... spoko, Pan/ie/owie się doucza ... jeśli zdążą, bo zdaje się, że "przeciwnik" - tu raczej wyimaginowany, nie zamierza czekać z założonymi rękoma... a ograniczanie wolności zwykle nie kończy się...PO myśli mniejszości...