Były pracownik fabryki trolli z Petersburga opowiedział o swojej pracy

Poniedziałek, 16 Października 2017, 19:11 Cyber typing

Rosyjska telewizja Dożd (Дождь) opublikowała wywiad z pracownikiem jednej z fabryki trolli, działającego tam w latach 2014-2015. Chodzi o Internet Research Agency (IRA), czyli firmę odpowiadająca m.in. za wykupowanie reklam w mediach społecznościowych, która bezpośrednio zakłócała amerykańskie wybory prezydenckie w 2016 roku. Występujący pod pseudonimem człowiek przez 18 miesięcy pracował na ulicy Sawuszkina 55 w Petersburgu. Jak twierdzi jej dział zagraniczny miał otwarte polecenia wpływania na opinie i zmiany kierunków prowadzonych w sieci dyskusji. 

Fabryka dysponuje działem rosyjskim i zagranicznym. Ten drugi jest nadrzędny nad pierwszym, który składa się głównie z botów (kont zautomatyzowanych) oraz odpłatnych trolli. W opinii informatora praca w tym drugim jest bardziej zaawansowana konceptualnie i są kary za pisanie prymitywnych komentarzy. Są one zresztą dokładnie sprawdzane pod względem interpunkcji, ortografii i gramatyki. Ludzi pracujący na odcinku amerykańskim otrzymują szkolenia i są przygotowywani w dokładny i szczegółowy sposób z wewnętrznej problematyki społecznej w USA. Byli również zachęcani do oglądania serialu „House of Cards”, aby lepiej rozumieć amerykańską scenę polityczną.

Pracownicy IRA mieli też w swoich kompetencjach monitoring dziesiątek tysięcy komentarzy zamieszczanych na stronach głównych amerykańskich mediów, aby jeszcze lepie uchwycić ogólne trendy i preferencje tamtejszych internautów. Miało to ułatwiać dalsze manipulacje i prowokacje. W agencji panował całkowity zakaz promowania Rosji czy Władimira Putina. Jak twierdzi anonimowy informator, Amerykanie nie rozmawiają o Rosji. „Naszym zadaniem było nastawienie Amerykanów przeciwko swojemu rządowi, prowokacja niepokojów społecznych i niezadowolenia oraz obniżenie poparcia dla Baracka Obamy”.

Każdy z pracowników miał obowiązek ukrywania swojej prawdziwej tożsamości. Obowiązkowe było korzystanie z dodatków Wirtualnej Sieci Prywatnej (Virtual Private Network, VPN) do przeglądarek, ukrywających adres IP użytkownika. Nie można było robić zdjęć w miejscu pracy ani o niej pisać. Sami pracownicy donosili na siebie nawzajem.

Łącznie w dziale międzynarodowym pracowało ok. 200 osób, a każda z nich zarabiała średnio ok. 3,5 tys. złotych. Praca była w systemie zmianowym - dwa dni pracy po 12 godzin, dwa dni przerwy.

Był też specjalny dział operujący na Facebooku, który podejmował walkę z administracją firmy, usuwającą fikcyjne konta trolli. Podważano jej decyzje i atakowano ją w postach i komentarzach, powołując się na wolność słowa i amerykańską konstytucję. W wielu przypadkach odnoszono sukcesy. Ponadto zadaniem działu była też legitymizacja fikcyjnych kont, aby nie były one podejrzane dla pracowników Facebooka.

W miarę rozwoju agencji powstał dział analityczny, który dostarczał specjalnie opracowane pliki w Excelu, z linkami do wiadomości, streszczeń i instrukcji jak je komentować, aby wywoływać spory wewnętrzne. Pojawiły się też zajęcia z polityki podatkowej, aby podnosić kwalifikacje pracowników.

Zdaniem informatora, około roku przed samymi wyborami prezydenckimi powołany został tajny departament, który był wysyłany do USA dla realizacji tajnych zadań. Niemniej jednak Rosjanie wydali polecenie ataku na Hillary Clinton jeszcze w 2014 roku. Głównymi punktami były w nim: nawiązywanie do dorobku jej męża, bogactwo i skandale korupcyjne.

Przed odejściem, tendencje w firmie wyglądały w ten sposób, że zwiększano liczbę oczekiwań od pracowników, przy jednoczesnym wzroście kar. Za wzrostem ilości nie podążała jakość. Zaczęły się też zmiany w kierownictwie i masowe zwolnienia. Część pracowników po odejściu decydowała się ujawniać zdjęcia z miejsca pracy. Byli oni zatrzymywani i przesłuchiwani. Na początku 2015 r. rozpoczęło się również palenie dokumentacji w firmie. Po tym pracownicy otrzymali polecenia usunięcia swoich działań i dostawać inne przydziały. Wielu pracowników było brane na indywidualne rozmowy, podczas których tłumaczono im, że powinni być dumni ze swojej pracy i że podobne działania prowadzi każde państwo w imię obrony swoich interesów. Jak mówiono podczas takich spotkań „to jest wojna informacyjna i jest ona oficjalna”.



Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

4 komentarze

TowariszczJacho Wtorek, 17 Października 2017, 21:51
W czasie meczu w latach 70tych ale i pewnie dziś wielu kibiców czuło się zawodnikami na boisku taki był początek, dziś potrzeby się nie zmieniły każdy chce być aktywnym uczestnikiem życia w tym politycznego bo polityka daje przewagę, władze i pieniądze, czyli o wiele więcej niż aktywne kibicowanie, kiedyś sprzedawano mecze a dziś w ten czy w inny sposób sprzedaje się kłamstwo hipokryzję a zdobywa się poparcie aktywnych komentatorów również politycznych, człowiek i jego potrzeby się nie zmieniły zmieniły się technologiczne możliwości i boiska ... mam nadzieję że już czas by się zmieniło wiele na rzecz pozbycia się hipokryzji i obłudy... a jeśli jest potrzeba to i ...
Kiks Wtorek, 17 Października 2017, 15:04
Najwyższy czas przykręcic ruskim śrubę jeszcze bardziej. A Amerykanie faktycznie nie rozmawiają o Rosji, ona dla nich nie istnieje. Zresztą dla świata również. W końcu co fascynującego może być w prymitywnym kraju będącym jedynie stacją beznzynową.
Saracen Wtorek, 17 Października 2017, 9:05
To prawda, to jest wojna, absolutnie nowy rodzaj wojny, dla wielu ludzi zapatrzonych w II WŚ czy nawet Irak, całkowicie niezrozumiała. To wojna, której intencją jest masowa zmiana poglądów ludzi zamieszkujących kraj, będący celem ataku fabryki trolli. By oni, w trakcie demokratycznych wyborów, podjęli decyzję zgodną z oczekiwaniami mocodawców fabryki trolli. Internet, a przede wszystkim media społecznościowe, platforma facebook w szczególności, otwierają zupełnie nowe obszary aktywności.
xyz Środa, 18 Października 2017, 2:02
Saracen to jest po prostu wojna informacyjna i to też nie jest nic nowego. Już za ZSRR Rosjanie wykorzystywali ruchy hipisowskie w krajach zachodu do mącenia młodym w głowach.