Amerykańska blogerka tworem farmy trolli z Petersburga

6 listopada 2017, 11:33
Cyber Kreml 2

Wpływowa blogerka z USA znana jako Jenna Abrams okazała się fikcyjnym tworem rosyjskich propagandystów. To kolejny dowód na długofalowe i wielopoziomowe oddziaływanie Federacji Rosyjskiej w przestrzeni informacyjnej Stanów Zjednoczonych.

Abrams komentowała szerokie spektrum tematów, w tym kwestie militarne, geopolityczne czy tematy społeczne odnoszące się do wewnętrznej sytuacji w USA, a nawet stroje Kim Kardashian czy kwestie historii Stanów Zjednoczonych. Jedno z jej pierwszych cytowań w czerwcu 2015 roku w artykule na stronie BBC odnosiło się do decyzji kobiet o goleniu pach. Ewolucja konta w stronę polityczną trwała do wyborów prezydenckich. Była w stanie oddziaływać na dziennikarzy, naukowców, celebrytów czy różne grupy wyborców.

 

Jenna Abrams to konto stworzone przez rosyjską fabrykę trolli. Zeznania przedstawicieli mediów społecznościowych przed komisjami Kongresu USA potwierdziły, że jest to dzieło pracowników powiązanej z Kremlem Internet Research Agency (IRA) z Petersburga, posiadająca łącznie 2750 kont na Twitterze.

 

Mimo to, fikcyjna blogerka zdołała dotrzeć do większości ogólnokrajowych amerykańskich mediów, ale i tych międzynarodowych w tym: USA Today, The Washingtont Post, France24, The Huffington Post, The Times of India, The Daily Mail, The New York Times, The National Post, CNN, BBC, The Telegraph, BuzzFeed czy Breitbart. Oczywiście także Sputnika i RT (dawne Russia Today). Obserwowało ją na Twitterze 70 tys. ludzi.

 

Konto powstało w 2014 roku. Jego idea wcale nie polegała na pisaniu o Rosji czy polityce. Koncepcja fikcyjnej blogerki opierała się o budowanie wizerunku postaci mówiącej wprost co myśli młodej Amerykanki, często z wykorzystaniem poczucia humoru. Dopiero gdy udało się jej osiągnąć mocną i wpływową pozycję, rozpoczęła podejmowanie tematów wywołujących silne emocje społeczne, jak imigracja, podziały rasowe (w tym nieunikniony powrót segregacji rasowej) czy prezydentura Donalda Trumpa. Postać Abrams miała własną stronę internetową oraz swoje konto mailowe na Gmailu, które obecnie zostały zawieszone. Google nie informuje kiedy podjęta została ta decyzja.

 

Jenna Abrams przyjęła do tego strategię, iż odcinała się od Trumpa i podkreślała, że nie jest jego zwolenniczką. Chodziło o zwiększenie poziomu zaufania i legitymizację jej, jako realnej Amerykanki, która komunikuje się z innymi współobywatelami. Jak opisywała siebie na Twitterze: „I’m not pro-Trump. I am pro-common sense”.

 

Jeden z najbardziej wymownych przypadków interakcji z tym fikcyjnym kontem pochodzi od Michaela McFaula, byłego ambasadora USA w Rosji oraz eksperta od rosyjskiej propagandy, który kilkukrotnie wchodził z nim w polemiki. Interakcje ze strony naukowców czy dziennikarzy na polemiki z jej tweetami otrzymywały dziesiątki tysięcy retweetów i polubień. Najpopularniejsze z nich związane były z tematyką wojny secesyjnej. Jej wpisy doprowadziły nawet do tego, że sprawę komentował na Twitterze także szef personelu Białego Domu gen. John Kelly.

 

Z kolei były doradca Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego Michael Flynn obserwował 5 kont fabryki trolli z Petersburga. Trzy razy udostępniał ich treści do swoich ponad 30 tys. obserwujących w okresie przedwyborczym. Podobnie zrobili: Donald Trump Jr., menadżer kampanii Trumpa Kellyanne Conway czy dyrektor jego kampanii internetowej Brad Parscale.

 

Ben Collins i Joseph Cox w TheDailyBeast.com stwierdzają wprost, że sytuacja jasno pokazuje, jak Rosjanie mogą narzucać swoje tematy do amerykańskiego mainstreamu bez wydawania dolara na reklamy określonych treści. Polemiki z jej rzekomymi poglądami tak naprawdę wzmagały poczytność i wpływy rosyjskich propagandystów, obserwujących interakcje, zasięg i efekty swoich działań w różnych grupach odbiorców informacji. Mogli oni badać reakcje na różne, kontrowersyjne opinie lub oddziaływać za ich pomocą na amerykańskich wyborców i media.

 

KomentarzeLiczba komentarzy: 5
leatherenthusiast
wtorek, 7 listopada 2017, 13:26

A może wystarczyłoby przestać być głupim i łykać wszystkie informacje jak młode pelikany. Od tv po internet. Wiekszość przekazu to nie wiedza to nie informacje, to opinie.

AdamGRU
wtorek, 7 listopada 2017, 15:06

Dobre, dobre. Powinni przejąć te konta i zacząć łagodnie transformowac na swoją propagandę a tak wstyd. U nas agent wpływu pogadania agenta wpływu i nie są to animowi blogerzy a ludzie w różnych środowiskach traktowani jako autorytety.