Ekspert Centrum Komunikacji Strategicznej NATO: Naszą bronią jest konsekwentne mówienie prawdy [WYWIAD]

7 października 2016, 18:46
Beata Biały podczas konferencji Security Case Study Fot. Fundacja Bezpieczna Cyberprzestrzeń
Fot. kremlin.ru

O rosyjskiej wojnie informacyjnej wymierzonej w Łotwę, o roli i działalności trolli internetowych oraz sposobach ich zwalczania mówi w wywiadzie dla Cyberdefence24.pl Beata Biały z Centrum Eksperckiego Komunikacji Strategicznej NATO.

Andrzej Kozłowski: Pracuje Pani w Centrum Eksperckim Komunikacji Strategicznej (NATO Strategic Communications Centre of Excellence), które zajmuje się komunikowaniem strategicznym. Czym właściwie jest komunikowanie strategiczne?

Beata Biały: Placówka w której pracuję, czyli Centrum Eksperckie Komunikacji Strategicznej NATO, nie znajduje się w strukturze NATO. Jest to instytucja międzynarodowa założona przez kilka państw członkowskich NATO, i która to instytucja ma akredytację NATO. Naszym zadaniem jest wspieranie Sojuszu w budowaniu zdolności w zakresie komunikacji strategicznej.

Jest wiele definicji komunikacji strategicznej. Termin ten funkcjonuje także w świecie korporacji. Ograniczę się jednak do definicji NATO, w której my funkcjonujemy. Zgodnie z obowiązującą doktryną natowską, komunikacja strategiczna jest integracją wszystkich zdolności komunikacyjnych, takich jak komunikacja społeczna, dyplomacja publiczna, informacje operacyjne, informacje psychologiczne. Te wszystkie zdolności komunikacyjne są skoordynowane, zintegrowane i służą wspieraniu polityki NATO w obszarze komunikacyjnym. Należy też dodać, że dynamicznie zmienia się również otoczenie informacyjne, a razem z nim termin komunikacji strategicznej podlega ewolucji, co występuje w samym NATO jak i naszym centrum. Całym czas nad tym pracujemy. Trwa refleksja nad tym, jak właściwie powinniśmy do tej komunikacji strategicznej pochodzić, więc niewykluczone, że za jakiś czas ta definicja, która w 2009 roku w NATO powstała, ulegnie zmianie. W grę oczywiście wchodzi jeszcze cała złożoność tej struktury, bo mamy tu do czynienia zarówno ze światem cywilnym, jak i wojskowym. Tak że są tutaj rzeczywistości, które w tym obszarze komunikacji funkcjonują nieco inaczej. Trzeba jednak pamiętać, że komunikacja strategiczna to nie tylko słowa - kluczowe jest, by słowa i czyny były zgodne. Jeśli to, co robimy, będzie przeczyło temu, co mówimy, komunikacja będzie niespójna, a więc nieskuteczna.

A.K. Jak w takim razie przebiega współpraca obszaru cywilnego i wojskowego? NATO jest tą jednak instytucją, która jest stricte militarna? Czy Pani placówka zajmuje się także obszarem cywilnym?

B.B.: My zajmujemy się wszystkim, co ma związek z komunikacją strategiczną. Proszę sobie wyobrazić sytuację, że wypowiada się sekretarz generalny NATO. Czy mówi jako cywil czy wojskowy? Nie da się tego tak rozdzielić, ponieważ to są rzeczywistości, które się przenikają i dlatego uważam, że wszystkie zdolności komunikacyjne muszą być zintegrowane. Nie rozdzielałabym tego, bo tworzenie bardzo ostrych podziałów może spowodować tylko i wyłącznie pewien chaos. Nie doprowadzi na pewno do tego, aby nasz przekaz był spójny, co jest naszym głównym zadaniem. Słowo koordynacja ma różną prasę, ale jak bym tak całkiem od niego nie uciekała. Wydaje mi się, że dobrze oddaje naturę tego, jak te poszczególne dziedziny komunikacyjne powinny ze sobą współpracować.

A.K: Mówiła Pani podczas swojego wystąpienia o trollach. Jak ich aktywność wpisuje się w komunikację strategiczną?

B.B.: Trolle są elementem pejzażu w przestrzeni informacyjnej, a dokładnie rzecz biorąc, mediów elektronicznych: internetu i mediów społecznościowych.  Komunikacja strategiczna odbywa się w przestrzeni informacyjnej. W związku z tym zderzamy się z tym zjawiskiem. W tym fragmencie przestrzeni informacyjnej one są i nie można tego faktu ignorować. Mamy różne rodzaje trolli. Można tu wymienić tzw. zwykłe trolle internetowe, które są bardzo nieprzyjemnym zjawiskiem dla zwykłego internauty. Natomiast my się nimi nie zajmujemy, bo są one zjawiskiem bardziej społeczno-psychologicznym. Natomiast zajmujemy się trollami hybrydowymi, czyli tymi, które realizuje pewien plan, pewną agendę różnych aktorów przestrzeni publicznej - państw. Przykładem są tutaj trolle prorosyjskie. One są coraz bardziej dostrzegane, bo tak jak wspomniałam w mojej prezentacji, czym innym jest przeczucie, że mamy do czynienia z trollem hybrydowym, a czym innym jest udowodnienie, że jest to faktycznie troll hybrydowy. To nie jest takie proste. 

A.K.: Czy trolle wpisują się jakoś w szerszą strategię rosyjską?

B.B: Nasze centrum do tej pory wykonało tylko jedno badanie, jeżeli chodzi o zjawisko trollingu hybrydowego. Nie chciałabym ekstrapolować wniosków z jednego badania na całą rzeczywistość internetową, bo to byłoby nieuprawnione, ale z różnych źródeł wynika, że one są obecne nie tylko na Łotwie. Moim zdaniem, trolle wpisują się w szerszą politykę rosyjską. To jest pewna część strategii. Trolle same w sobie nie prowadzą wojny. To są wojownicy, którzy wspierają pewną narrację. W rosyjskojęzycznych mediach łotewskich narracja ta jest dość mocno obecna. W związku z tym, mamy wiele różnych frontów na wojnie informacyjnej. Mamy front w mainstreamie, mamy media społecznościowe. Mamy trolle, mamy tzw. pożytecznych idiotów, o których też się otwarcie mówi. Jeśli znają Panowie raport polskiego CERT-u za rok 2014, to w nim też zauważono zjawisko trollingu, w kontekście wojny informacyjnej. Wprawdzie nie wskazując jednoznacznie palcem na Rosję, ale powiedziałabym, że kontekst jest dość oczywisty. To, że odkryto dzięki śledztwu dziennikarskiemu fabrykę trolli w Sankt Petersburgu, jest bardzo jasną wskazówką. Nie angażuje się kilkuset osób, którym się płaci, tylko dla zabawy. Robi się to w jakimś celu, a ten cel to jest po prostu propagowanie pewnej narracji i to jest fragment wojny informacyjnej.

A.K.: Jaki są cele rosyjskiej wojny informacyjnej przeciwko Łotwie i jej główne wątki?

B.B.: Łotwa ma szczególną, demograficzną i etnograficzną  sytuację. Udział rosyjskojęzycznej ludności na Łotwie jest bardzo wysoki. Ten odsetek ludzi mówiących po rosyjsku wynosi 37 proc. To jest bardzo dużo. Siłą rzeczy ta część społeczeństwa jest podatna na propagandę rosyjską, ponieważ konsumuje media rosyjskojęzyczne. To jest pewien punkt wyjścia, który Rosja może wykorzystywać. Bardzo ważnym wątkiem jest stara zasada „dziel i rządź”. Celem jest doprowadzenie do polaryzacji społeczeństwa Łotwy, do wskazywania tych różnic, do podkreślenia, często bardzo fałszywych, tez o dyskryminacji tej części społeczeństwa, która posługuje się językiem rosyjskim. Te społeczne wątki i resentymenty są dosyć istotnym elementem rosyjskiej narracji wykorzystywanej na Łotwie. Historia jest również wykorzystywana. Łotwa ma swój historyczny szlak, który jest odmienny od polskiego. Polska nie była republiką radziecką. Łotwą była częścią ZSRR i stąd ten problem demograficzny, który teraz tam funkcjonuje. Przykładem wątków historycznych jest też pomnik zwycięstwa Armii Czerwonej w Rydze, pod którym 9 maja odbywa się wielka manifestacja rosyjskojęzycznej części społeczeństwa, która nadal wierzy głęboko w to, że armia radziecka wyzwoliła Europę, w tym Łotwę, od okupacji niemieckiej. Wątki historyczne są w ogóle przez Rosję bardzo chętnie wykorzystywane w wojnie informacyjnej, w Polsce również. Inny wątek, który Rosja szczególnie chętnie wykorzystuje, to obrona Rosjan żyjących za granicą. Łotwa się do tego świetnie nadaje.

A.K.: W filmie BBC World War Three. Inside the War Room wykorzystano rejon Dynenburga jak punkt zapalny, który może doprowadzić do wojny pomiędzy NATO i Rosją. Chciałbym się zapytać o realność takiego scenariusza?

B.B: To jest bardziej skomplikowany problem. Powstało niedawno na Łotwie bardzo dobre, obszerne badanie społeczne przeprowadzone przez Łotewską Akademię Obrony. Miało ono pokazać jak bardzo społeczeństwo łotewskie narażone jest na destabilizację. Pod tym kątem były badane największe grupy łotewskiego społeczeństwa, czyli te mówiące po łotewsku i po rosyjsku. Zadano różne pytania, np. o stosunek do NATO, UE, Rosji. O to, jakie czynniki mieszkańcy Łotwy uznają za takie, które mogą mieć negatywny wpływ na bezpieczeństwo państwa. Bardzo ciekawe badanie, które zostało zrealizowane między innymi w regionie Łatgali (tam właśnie znajduje się Dybenburg), położonym na wschodzie Łotwy, gdzie ta mniejszość rosyjska jest rzeczywiście duża. W związku z tym, ekspozycja na narrację rosyjską jest tam duża. Otóż, zgodnie z wynikami tego badania, wcale nie jest tak, że akurat tam jest największa energia prorosyjska, która mogłaby doprowadzić do destabilizowania całego społeczeństwa łotewskiego. Z badania wynikło także, że podziały społeczne, jeśli chodzi o stosunek do NATO i do Rosji, nie są w stu procentach zgodne z tym, jakim językiem posługują się obywatele Łotwy. Nie jest tak, że cała społeczność mówiąca po rosyjsku jest fundamentalnie przeciwna przynależności Łotwy do świata zachodniego, czyli np. do NATO i Unii Europejskiej. To są o wiele bardziej skomplikowane procesy społeczne, dlatego też drastyczna wizja przedstawiona w filmie raczej nie jest prorocka.

A.K.: W jaki sposób NATO powinno walczyć z tym zjawiskiem?

B.B.: To rola nie tylko dla NATO. NATO to organizacja międzynarodowa, która ma własną politykę komunikacyjną, ale mówiąc NATO, mam na myśli również państwa członkowskie. W moim przekonaniu, jeżeli chodzi o trolle i w ogóle przestrzeń tzw. wojny informacyjnej, to mamy kilka możliwości.

Fundamentalna jest tutaj edukacja. Im większa jest świadomość manipulacji, świadomość jak funkcjonują media, w tym media społecznościowe, tym większą mamy możliwość obrony. Osobiście uważam, że we wszystkich państwach przedmiot "edukacja medialna" prowadzony w szkołach na dobrym poziomie powinien być absolutnie obowiązkowy. Młodzi ludzie w tej chwili funkcjonują głównie w rzeczywistości wirtualnej. Jeśli nie nauczymy ich podejścia krytycznego do informacji, którą stamtąd pobierają, to skazujemy ich na absorpcję każdej znalezionej w wirtualnych mediach treści. Edukacja to jest pierwsza sprawa, ale nie tylko edukacja obywateli, ale również mediów. Rozmawiam z dziennikarzami - przedstawicielami mediów. U Państwa ta świadomość jest pewnie większa, bo zajmujecie się szczególną dziedziną, czyli cyberbezpieczeństwem, ale np. na Łotwie – i zostało to potwierdzone w naszym badaniu – posługiwanie się rosyjską narracją często nie wynika ze złej woli redaktorów gazet, które publikują po rosyjsku. Oni wychodzą naprzeciw pewnego zapotrzebowania społecznego, do pewnej grupy chcą dotrzeć. Mają jednak ograniczone środki finansowe i czerpią informację tam, skąd się da, przykładowo ścigając newsy z rosyjskich agencji informacyjnych. A nie mają na tyle dobrze rozwiniętej świadomości, żeby oddzielić prawdę od fałszu. Nie mają czasu lub po prostu woli, żeby poszukać źródła. Wszyscy wiemy, jakie fałszywki funkcjonują w mediach społecznościowych. Przykładowo zdjęcia, która mówią o konflikcie z Ukrainy, a naprawdę pochodzą z Czeczenii. Media też muszą mieć świadomość, że operowanie informacją, zwłaszcza w tym świecie pogoni za newsem, to jest ogromna odpowiedzialność i tej odpowiedzialności my, jako konsumenci, mamy prawo od mediów wymagać.

Kolejną kwestią jest mówienie prawdy i demaskowanie kłamstwa. Konsekwentnie i bez znieczulenia. Jest kilka organizacji i instytucji, które zajmują się już taką działalnością, jak np. Unia Europejska publikująca przegląd dezinformacji. Od kwietnia tego roku także CEPA uruchomiła taki serwis. Są różnego rodzaju aktywiści, którzy w mediach społecznościowych tropią  dezinformację, jak na przykład znana strona stopfake.org. Domena ta śledzi i ujawnia przejawy dezinformacji w obszarze ukraińsko-rosyjskim. To jest, moim zdaniem, niezwykle ważne, bo zawiera przekaz do użytkownika: zobacz, to jest fałsz. Dlaczego? Gdyż niektóre przypadki są bardzo łatwe do zidentyfikowania, tylko potrzeba troszeczkę wprawy. Pokazywanie ludziom, że w tej całej masie informacji konsumujemy kłamstwo, jest niezwykle ważne. To rodzaj szczepionki.

Ponadto, potrzebna jest spójna narracja, która jest naszą własną narracją, promującą nasze wartości, i która przeciwstawia się temu obrazowi zgniłego, przeżartego korupcją Zachodu, propagowanemu przez naszych przeciwników. Mamy świadomość oczywiście, że działamy trochę według innych reguł, bo czy to Rosja, czy - wychodząc poza wątek rosyjski – Daesh, nie trzymają się żadnych reguł. Nie waha się zamieszczać kłamstwa, fałszywek, manipulacji. My działamy według reguł demokratycznego państwa prawa. Nie możemy posługiwać się takimi metodami, więc naszą bronią jest konsekwentne mówienie prawdy.


Beata Biały jest ekspertem Centrum Eksperckiego Komunikacji Strategicznej NATO, które znajduje się w stolicy Łotwy- Rydze.

Czytaj też: Hybrydowe trolle i cyberwojna przeciwko Łotwie

CyberDefence24
CyberDefence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 3
ak
wtorek, 11 października 2016, 00:38

Gdyby nie pani Beata i C24 nie wiedziałbym o żadnej wojnie informacyjnej wymierzonej w Łotwę ! Dziękuję. Natomiast Rosyjskie strefy wpływów widoczne są gołym okiem w Polsce, zawsze gdy czytam tvn24 ...

Gonzo
poniedziałek, 10 października 2016, 17:26

Beata Biały ekspertem z STRATCOM? To chyba jakieś nieporozumienie! Pisała bajki, weszła w politykę - i z ramienia partii była w mediach, potem np. doradcą wiceministra w Ministerstwie Infrastruktury potem przeszła z swoim ministrem do MON. Jako doradca wiceministra "wygrała" konkurs na dyrektora departamentu nadzorowanego przez tego ministra. Po ostatnich wyborach - szybko zwolniona z dyrektorowania. W końcówce swojej kariery w MON skorzystała z okazji i załapała się do CoE w Rydze. Pierwszy raz w życiu dowiedziała się o STRATCOM będąc w MON - raptem dwa lata temu. Jaki zatem to ekspert? Ten wywiad to w większości oczywiste ogólniki. Dziwi też, że wypowiada się za stronę łotewską - przekracza swój obszar odpowiedzialności - to nie przystoi "ekspertowi"

gtx
poniedziałek, 10 października 2016, 15:17

Ciekawe czy nasze POLSKIE wpisy przez POLAKÓW ale majacy inny ogląd sytuacji w EUROPIE , ŚWIECIE czy dotyczące samej POLSKI - to trolle ?

Tweets CyberDefence24