Facebook, Twitter i Google przed komisjami Kongresu USA

2 listopada 2017, 17:45
Cyber Capitol

Podczas zeznań przed komisjami oraz podkomisjami Senatu i Izby Reprezentantów USA w dniach 31 października i 1 listopada zeznawali reprezentanci trzech amerykańskich potentatów: Facebooka, Twittera i Google'a. W opinii przesłuchujących ich senatorów nie tylko firmy nie doceniły problemu rosyjskiej aktywności wcześniej, lecz wciąż nie rozumieją powagi obecnej sytuacji – cyberwojny. Jest to element kontynuacji śledztwa na temat rosyjskich wpływów i ingerencji podczas wyborów prezydenckich za oceanem w 2016 roku. 

Niezwykle dużą uwagę amerykańskich mediów skupia analiza odpłatnych reklam i treści, którymi Rosjanie oddziaływali na różne grupy amerykańskich wyborców – chodzi tu zwłaszcza o kwestie religijne (wykorzystywanie walki dobra ze złem do opisania rywalizacji z Hillary Clinton, portretowanej jako szatan) oraz antymuzułmańskiej retoryki do generowania polaryzacji społecznej w amerykańskim społeczeństwie.

 

Przedstawiciel Twittera poinformował, że udało się zidentyfikować 2,752 konta kontrolowane przez Rosjan oraz ponad 36 tys. botów, które łącznie opublikowały 1,4 mln tweetów. Po raz pierwszy Google ujawnił także, że znaleziono 1108 nagrań wideo o łącznej długości 43 godziny, zawierających prorosyjskie treści na YouTube. Jeszcze przed posiedzeniami senackich komisji Facebook ujawnił, że treści rosyjskiej propagandy dotarły do 126 mln obywateli amerykańskich, czyli ponad połowy populacji, mającej prawa wyborcze. Do tego należy dodać 16 mln użytkowników było na nią narażonych poprzez Instagram.

 

Czytaj więcej: 126 mln Amerykanów otrzymało treści zgodne z linią Kremla tylko przez FB

 

Podkomisja Sprawiedliwości Senatu USA 31 października skupiła się na kwestiach związanych z działalnością kryminalną i kwestiami powiązanymi z terroryzmem. W ocenie ekspertów dwa 2,5-godzinne przesłuchania jasno wskazują, że to dopiero początek intensywniejszych prac, które mogą doprowadzić do daleko idących zmian w branży. Działalność rosyjskich pośredników w poszerzaniu treści dezinformacyjnych i propagandowych w mediach społecznościowych jest oczywista dla wszystkich. Kongresmeni nie byli tutaj wyjątkiem. Ich sceptyczne podejście do aktywności Google'a, Facebooka i Twittera było aż nadto wyraźne. Z największą krytyką spotkał się ten drugi, z powodu danych o zasięgu rosyjskiej propagandy, ale i innych wydarzeń wspieranych i organizowanych za pomocą jego platformy. Problem jest jednak szerszy niż odpłatne reklamy. Zasugerowane było również publicznie, iż jest to dopiero początek nowego etapu śledztwa, gdyż omawiane kwestie to dopiero wierzchołek góry lodowej.

 

Komisja ds. Wywiadu Izby Reprezentantów oraz Komisja ds. Wywiadu Senatu Stanów Zjednoczonych w dniu 1 listopada jeszcze bardziej „podkręciły atmosferę”, jak określają to media za oceanem. Wiceprzewodniczący senackiej komisji Mark Warner stwierdził, że Rosja doskonali swoje operacje informacyjne od dziesięcioleci. Tym, co się zmieniło, to skala i zasięg oddziaływania, który umożliwiają portale społecznościowe. Ze sprawą nie radzi sobie także amerykański rząd. Jak stwierdził Warner – prezydent Donald Trump wciąż umniejsza zagrożenia wynikające z rosyjskiej propagandy. Obecne prawo niewystarczająco chroni USA przed zagrożeniami. Nic jednak nie zastąpi odpowiedzialności użytkowników. Jak podkreślił Warner, wszyscy musimy stać się bardziej ostrożni i uważni wobec treści czy ludzi, z którymi kontaktujemy się w sieci. Z kolei senator Dianne Feinstein stwierdziła, że firmy ponoszą odpowiedzialność za własne platformy, które stworzyli, które obecnie są niewłaściwie wykorzystywane. W jej ocenie albo sprawę rozwiążą same firmy, albo zrobi to Kongres USA.

 

Przed komisjami dyskutowana była sprawa stworzonej przez Rosjan grupy Heart of Texas, która zdobyła na Facebooku 250 tys. użytkowników. Odpowiadała ona za organizację wydarzenia pod Centrum Kultury Islamskiej w Houston pod nazwą „Stop Islamizacji Teksasu” w dniu 21 maja 2016 roku. Chodziło o otwarcie nowej biblioteki przy wspomnianym Centrum, która rzekomo miała otrzymać dofinansowanie z publicznych pieniędzy, lecz nie było to zgodnie z prawdą. Zarówno strona jak i cała operacja było zorganizowane i prowadzone przez fabrykę trolli z Petersburga znaną jako Internet Research Agency (IRA). Grupa odpowiadała za propagowanie treści o charakterze teorii spiskowych oraz antyislamskich. W jej ramach poszerzane były też treści separatystyczne – secesja Teksasu.

 

W jej kontekście przewodniczący senackiej komisji Richard Burr poruszył wątek innej grupy koordynowanej przez IRA – „United Muslims of America”. Ona z kolei nawoływała do ocalenia „wiedzy islamskiej” i zorganizowała kontrmanifestację w odpowiedzi na protesty Heart of Texas. Łącznie obie struktury wydały łącznie na reklamy w mediach społecznościowych 200 dolarów, lecz efekt tych działań był realny, otrzymały one relacje w mediach, na ulicach pojawiła się policja.

 

Warner stwierdził, że wszystkie trzy firmy wiedzą o amerykańskim społeczeństwie więcej niż rząd USA. Dodał on również, że w takiej sytuacji trudno jest uwierzyć, iż nie były one świadome co się dzieje. Wiceprzewodniczący podkreślił również, że zarówno on, jak i cała komisja, jest sfrustrowany, gdyż o sprawie rosyjskich ingerencji w procesy wyborcze mówi się od początku tego roku, natomiast kierownictwo firm zdaje się to kompletnie ignorować. Podobnie uważali inni członkowie komisji, którzy podkreślali, że firmy nie powinny być reprezentowane przez prawników, tylko przez swoje kierownictwo. Padło wiele deklaracji, że nie zostanie to odpuszczone. Tym bardziej, że panuje powszechne przekonanie, że wszystkie trzy podmioty robią wciąż za mało i działają za późno.

 

Prawnicy reprezentujący Google, Facebook i Twitter podkreślili, że starają się blisko współpracować ze stroną rządową, jednak nie mogą w pełni popierać nowych rozwiązań prawnych, regulujących kwestię transparentności reklam politycznych na swoich platformach (tzw. Honest Ads Act). Uważają oni, że większa przejrzystość jest koniecznością, lecz chcą oni ją realizować na swoich zasadach. Firmy komunikowały swoje zaniepokojenie faktem, iż za ich pomocą poszerzane są fake newsy. Reprezentujący Facebooka Colin Stretch powiedział nawet, że giganci nie będą w stanie poradzić sobie z tym zagrożeniem samodzielnie.

KomentarzeLiczba komentarzy: 0
No results found.
Tweets CyberDefence24