Pucz w erze Internetu. Czy media społecznościowe ocaliły Erdogana?

18 lipca 2016, 18:39
Fot. kremlin.ru.

Przeprowadzona próba puczu wojskowego w Turcji jest pierwszą w tym państwie, która miała miejsce w erze Internetu. Wojskowi nie docenili jego znaczenia, a prezydent Erdogan wykorzystał nowoczesną technologię i utrzymał stały kontakt ze społeczeństwem.

Nowożytna historia Turcji naznaczona jest przez pucze wojskowe. Armia miała stać na straży porządku demokratycznego i świeckości państwa  oraz interweniować, kiedy owe wartości miały być zagrożone. Ostatnia, nieudana próba obalenia prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana została przeprowadzona w zupełnie innych czasach, kiedy najważniejszym źródłem komunikacji stał się Internet jednocześnie   najtrudniejszym do kontrolowania i cenzurowania.

Teoria i przykłady udanych puczów pokazuję, że powinny być one krótkie a walka pomiędzy zwalczającymi się stronnictwami musi być jak najkrótsza i zakończyć się zanim na dobre rozpocznie. Zwykle to puczyści stanowią mniejszość wobec aktualnie sprawującego urząd rządu, dlatego ich atak musi być przeprowadzony błyskawicznie zanim społeczeństwo dobrze zrozumie co się dzieje. . Im większa grupa osób świadoma działań puczystów, tym większe prawdopodobieństwo niepowodzenia. Konieczne jest tutaj  sparaliżowanie rządzących poprzez ich zatrzymanie lub fizyczne wyeliminowanie.  Niezwykle istotnym elementem w takiej sytuacji jest możliwość komunikowania się władz ze społeczeństwem oraz koordynowania działań przeciwko puczystom. Im mniej kanałów łączności w posiadaniu rządzących tym większe prawdopodobieństwo powodzenia puczu. Łatwiej będzie przeprowadzić zamach stanu kiedy ograniczone zostaną wolności gromadzenia się, wypowiedzi czy swoboda poruszania. Wreszcie, wojska musi pozostać na ulicy w celu utrzymania porządku. Obserwując próbę przewrotu w Turcji, widać wyraźnie, że puczyści nie osiągnęli powyższych założeń, a dużą rolę odegrał tutaj internet i media społecznościowe, które wcześniej Erdogan próbował cenzurować.

Obie strony wykorzystały w swoich działaniach zaszyfrowaną komunikację. Puczyści planowali swoje działania za pomocą aplikacji WhatsApp. Utworzyli oni grupę w której na bieżąco informowali o prowadzonych działaniach. Telewizja Al Dżazira ujawniła po zamachu korespondencje puczystów, z której dowiadujemy się, że pucz był planowany na godziną 3 w nocy, ze względu na zaistniałą sytuację rozpoczął się jednak wcześniej. Za moment kluczowy wydarzeń nocy z piątku na sobotę uważa się transmisję wystąpienia Erdogana, który z iPhona przy użyciu zaszyfrowanego komunikatora FaceTime  zakomunikował swoim zwolennikom i społeczeństwo, że żyje i wezwał ich do oporu przeciwko wojsku rebeliantów. Był to poważny błąd puczystów, którzy zajęli stacje telewizyjne i radiowe ale nie odcięli dostępu do Internetu. Obecnie medium to jest najpotężniejszym środkiem komunikacyjnym. Puczyści nie wzięli przykładu z 2006 z 2014 roku z Tajlandii, gdzie wojskowi ograniczyli dostęp do mediów społecznościowych, a nawet czasowo wyłączyli prąd w całej stolicy Bangkoku - skutecznie pozbawiając możliwości zorganizowania oporu.

Nie tylko Internet posłużył Erdoganowi do przesłania swojego komunikatu, ale również umożliwiło zwykłym obywatelom, zarówno postronnym osobom jak i zwolennikom partii prezydenta, na dzielenie się swoimi doświadczeniami, rozpowszechnianie informacji, koordynację działań oraz zbudowanie moralnego wsparcia dla bezpośrednich  wystąpień przeciwko wojsku. Powszechnie wykorzystano takie narzędzia jak Twitter, Facebook dostarczających dokładnych wiadomości o przebiegu wydarzeń. Społeczeństwo pozostawało dobrze poinformowane i mogło na podstawie oceny bieżących wydarzeń podejmować odpowiednie decyzje. Przykładowo publikacja zdjęć osób siedzących na czołgach z pewnością zachęciła innych do czynnego stawiania oporu, ponieważ rozwiała obawy o gotowość wojska do strzelania do ludzi. Aplikacja FlightRadar pozwalała również śledzić lot samolotu Erdogana, z którego pokładu nadał odezwę do narodu

Po wystąpieniu prezydenta wojskowi próbowali blokować połączenia internetowej i media społecznościowe, ale na to było zdecydowanie za późno. Należy też wziąć pod uwagę, że Turcy przyzwyczajeni są do cenzury w Internecie w swoim kraju i nauczyli się ją również omijać jak np. podczas protestu w 2013 roku w Gezi Park w Stambule. Dlatego też próbę odcięcia od sieci, nawet jeżeli przeprowadzone wcześniej byłyby bardzo trudna do zrealizowania.

Pucz w Turcji pokazuje, że obecnie nie wystarczy przejąć kontrolę nad tradycyjnymi mediami jak radio i telewizja, żeby uzyskać dominację w sferze informacyjnej. Bez działań skierowanych przeciwko Internetowi, żaden pucz nie ma szansy się powieść. Nie należy jednak przeceniać roli mediów społecznościowych, ponieważ one same nie są w stanie zadecydować o losie przywódców. Dobrym przykładem jest tutaj obalony prezydent Egiptu Mohamed Mursi, który w 2013 roku nagrał na Youtubie film wzywający swoich zwolenników do działania. W przeciwieństwie jednak do Turcji, egipscy wojskowi zostali wsparci przez społeczeństwo, nie występowały również podziały w samej armii.

Media społecznościowe pomogły Erdoganowi utrzymać się przy władzy, ale mogą być dla niego również problemem. Jeszcze w trakcie walki docierały do świata brutalne zdjęcia cywilów obcinających głowy żołnierzom. Tego typu obrazki kojarzą się przede wszystkim z dżihadystami z Daesh i mogą negatywnie wpłynąć na stosunek do rządu Erdogana  i wywołać krytykę ze strony Zachodu.

Internet i media społecznościowe mogą zostać wykorzystane w celu uzyskania dostępu do cenzurowanych przed rząd informacji. Już obecnie pojawią się spekulacje, że Turcja zablokuje dostęp do strony Wikileaks, na której mają zostać opublikowane tysiące dokumentów poświęconych sytuacji w tym kraju.

Cyberprzestrzeń a dokładnie jej elementy w postaci  mediów społecznościowych okazały się niezwykle istotne dla utrzymania komunikacji pomiędzy prezydentem a jego społeczeństwem podczas puczu i pomogły mu odzyskać kontrolę nad państwem. Ironią w tym przypadku jest, sytuacja w której   sam Erdogan  wcześniej je zwalczał. Dodając do tego, że relacja z prób obalenia rządu w Turcji toczyła się praktycznie na żywo  i każdy miał do niej dostęp, ułatwiało to zwolennikom prezydenta organizowane się w grupy i przeciwstawienie się armii. Te same media mogą jednak posłużyć Turkom do przełamania cenzury rządowej i dostęp do informacji, do których rząd chciałbym ten dostęp ograniczyć.

Czytaj też: Szczyt NATO: Media społecznościowe też są narzędziem walki hybrydowej

KomentarzeLiczba komentarzy: 4
Luke
poniedziałek, 18 lipca 2016, 22:06

Turkey is more and more becoming a ISIS state, this coup was fake in the sense that Erdogan made sure it happens so he can clean the government of his opposition! Erdogan is a terrorist supported president. Europe should be arming up and closing it's borders by now!

TowariszczJacho
środa, 20 lipca 2016, 00:21

Jak go zwał ... tak zwał, na nagraniach z "sowy" jeden z PO-wskich ministrów ... mówił czy też chwalił się, że przewidział taki scenariusz i jak twierdził lub przewidywał raczej nie oznacza to nic dobrego dla ... katolików .... szczególnie w Europie i Polsce ... a ścinanie głów żołnierzom to już do Internetu nie trafiło ... ciekawe ... Turcja to bardzo interesujący kraj i narodowość znana i przed i po ... roku "zero"

chorąży
wtorek, 19 lipca 2016, 10:48

Do moderatora: Bardzo ciekawa analiza, może byście "popełnili" ten wątek ? cytuję za wolne media "..W kontekście ostatnich wydarzeń w Turcji internauci przypominają rozmowę byłego szefa NBP Marka Belki, byłego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza i Sławomira Cytryckiego na temat przemian zachodzących w Turcji. Na ujawnionych taśmach zapisana jest rozmowa, podczas której politycy diagnozują sytuację na Bliskim Wschodzie. Sienkiewicz dzieli się swoimi przemyśleniami na temat Turcji, informuje Interia.pl. „Turcja, jaką my lubimy, z jaką chcemy się konfrontować, jaka jest dla nas zrozumiała, to jest Stambuł i okolice, a prawdziwa Turcja to jest Anatolia” — przekonuje swoich rozmówców ówczesny szef MSW. „W Stambule przybywa rocznie 50 ulic. Ok. 250 tys. ludzi przeprowadza się do Stambułu z głębokiej Anatolii. I Stambuł się anatolizuje. I to jest na poziomie społecznym. A na poziomie państwowym: jakbyś poszedł na najbardziej zakapiorowaty targ w Stambule, to byś zobaczył plakaty z żarówką. Symbol światła, czyli oświecenia w islamie, jest wezwaniem do ortodoksji islamskiej. I ten fenomen polega na tym, że nie pali ci się na tym plakacie lampka oliwna, tylko pali ci się żarówka. Bo to jest wezwanie do anatolijczyków, a nie do stambułczyków. I w związku z tym od parunastu lat trwa zmiana tego, co było kośćcem tego państwa” — tłumaczy Sienkiewicz. Na poparcie swoich tez Sienkiewicz przywołuje badania, które prowadził Ośrodek Studiów Wschodnich, którego jest współtwórcą. „Jak byłem w Ośrodku, to zrobiłem taki program, gdzie ci moi specjaliści od islamu jeździli w trzy miejsca w Turcji przez sześć lat. I mieli tych samych rozmówców. Miejscowego mułłę, aptekarza, szefa posterunku policji, burmistrza i nauczyciela. (…) W przeciągu czterech lat ci goście rozpoczynali rozmowę od tego, że my jesteśmy częścią Europy i chcemy do Europy. Potem nastąpił 2011 i oni mówili, że Ameryka jest złem. A na końcu mówili: Europa to jest nasza przyszłość, ale wtedy, kiedy my tam przyjdziemy. Pomiędzy nami nie ma żadnych punktów stycznych. Ci sami goście. To badanie pokazuje coś, czego nie łapią ani duże think tanki, ani publicystyka, ani polityka, ani żadne wywiady. Jesteśmy w trakcie wielkiej zmiany społecznej na świecie. Nie zdajemy sobie sprawy do tej pory, w którą stronę to idzie. Ale to pełznie, podskórnie to idzie cały czas. Zupełnie inny świat” — ciągnie Sienkiewicz. Wywód Sienkiewicza podsumowuje Marek Belka: „Z tego wynika jeden wniosek: pierdolenie o europejskiej Turcji nie ma sensu. Wszystko to jest udawane, i z jednej, i z drugiej strony”.[SN] ..." koniec cytatu ., no chyba, ze nadal chcecie prowadzić tą chorą antyrosyjską krucjatę, w sumie Wasza sprawa ..

Darek S.
wtorek, 19 lipca 2016, 04:56

Tak jest to bardzo prawdopodobna koncepcja, że Erdogan sam zorganizował ten Pucz. Ale według mnie bardziej prawdopodobne jest spartolenie roboty przez duet CIA i MOSAD. Przemawia za tym kilka poważnych argumentów. Jednym z nich jest to, że jak ten duet CIA i MOSAD biorą się do zrobienia czegoś na Bliskim Wschodzie, to wychodzi z tego zawsze wielkie gówno. A do czego nowa sytuacja prowadzi: Turcja staje się państwem religijnym, autokratycznym. Za kilka lat będzie na celowniku Izraela, jako kolejny wróg publiczny nr 1 po Iraku i Syrii. Myślę, że Izrael tym razem się przeliczył. Trump nie pospieszy bombardować Turcji w otwartych nalotach. Co innego pomagać MOSAD w podkładaniu w Turcji bomb z podpisem (Jesteśmy z ISIS)