Reklama

Raport: Skala rosyjskiego zaangażowania w amerykańskie wybory większa niż przypuszczano

18 grudnia 2018, 12:10
42547210635_745a340b4c_b
Fot. The White House/flickr

Nowy raport na temat rosyjskiej dezinformacji opracowany na potrzeby amerykańskiego Senatu, dostarcza nowych informacji dotyczących działań Kremla podczas wyborów w 2016 roku. Działania Moskwy miały pomóc Donaldowi Trumpowi w objęciu fotela prezydenta.

Raport jest pierwszym, który obejmuje opinie i badania dostarczone przez główne firmy technologiczne. Stwierdzono w nim, że Moskwa podczas kampanii dezinformacyjnej wykorzystywała media społecznościowe do prezentowania treści, które miały pomóc Donaldowi Trumpowi w wygraniu wyborów.

Badania przeprowadzone przez Oxford University w ramach Computational Propaganda Project oraz  Graphika wskazują na nowe szczegóły dotyczące sposobu, w jaki Rosjanie pracujący w Internet Research Agency (oskarżoną o przestępstwa kryminale w związku z kampanią w 2016 roku) wpłynęli na postawę Amerykanów podczas kampanii wyborczej w 2016 roku.

Dane wykorzystane podczas przygotowania raportu zostały dostarczane przez największe platformy mediów społecznościowych – Facebooka, Twittera, Google’a i obejmowały klika lat. Raport nie zawiera jednak żadnych informacji na temat ostatnich wydarzeń politycznych, w tym listopadowych wyborów do Kongresu.

Specjaliści zauważyli, że główne grupy będące przeciwko kandydaturze obecnego prezydenta USA otrzymywały specjalne komunikaty, które miały na celu wywołanie niepewności wobec obranej opcji politycznej i ostatecznie skłonienie wyborców do oddania głosu na Donalda Trumpa.  W raporcie stwierdzono, iż „wszystkie wiadomości wyraźnie przyniosły korzyści Partii Republikańskiej, a szczególnie Donaldowi Trumpowi”.

Dokument sporządzony przez specjalistów zawiera najnowsze dowody na to, że rosyjscy agenci starali się pomóc obecnemu prezydentowi w wygraniu wyborów. Całą sprawę badał również amerykański wywiad w 2017 roku.  

Działania Moskwy skierowane były przede wszystkim na konserwatystów i dotyczyły wielu kontrowersyjnych kwestii, takich jak chociażby prawo do broni i imigracji. Wśród Afroamerykanów Rosja starła się osłabić wiarę w demokratyczne procesy Stanów Zjednoczonych poprzez rozpowszechnianie błędnych informacji odnoszących się  do procedury głosowania. Kampania dezinformacyjna dotknęła również inne grupy, w tym  m.in. latynosów, muzułmanów, gejów czy chrześcijan.

W raporcie stwierdzono, że Moskwa podczas swojej kampanii wykorzystywała nie tylko główne platformy, jakimi są Facebook, Google, Instagram, Twitter czy YouTube, ale również mniejsze, jak np. Tumblr, Pinterest oraz Google+. Rosjanie posługiwali się także e-mailami z serwisów Yahoo, Gmail i Hotmail firmy Microsoft.

Specjaliści, opierając się na danych dostarczanych przez firmy technologiczne, zauważyli „opóźnioną i nieskoordynowaną reakcję firm na kampanię dezinformacyjną”. Po odkryciu incydentów podmioty te nie udostępniły wyczerpujących informacji na temat naruszeń.

Na przykład Facebook dostarczył Senatowi kopie postów z 81 stron i informacji o 76 kontach używanych do zakupu reklam, co stanowi wyłącznie część ogólnego zbioru. Z kolei Google przekazał informacje w postaci filmów na YouTube, zamiast konkretnych danych, tym samym znacznie utrudniając specjalistom pełną analizę.  

W specjalnym oświadczeniu władze Twitter’a poinformowały, że od wyborów w 2016 roku poczyniły znaczne postępy w zakresie wzmocnienia cyberbezpieczeństwa. Równocześnie platforma udostępniła specjalny raport dotyczący treści wysyłanych przez rosyjskich agentów. „Naszym szczególnym celem jest poprawa bezpieczeństwa publicznych treści zamieszczanych na naszej platformie, a ochrona wyborców jest ważnym aspektem tej misji” – zaznaczyli przedstawiciele koncernu.

W raporcie opracowanym dla Senatu wyrażono zaniepokojenie zagrożeniami, jakie stwarzają media społecznościowe dla sceny politycznej poszczególnych państw. „Media społecznościowe przestały być naturalną infrastrukturą do dzielenia się zbiorowymi problemami, a stały się obecnie narzędziem kontroli społecznej” – podkreślono w dokumencie.

Specjaliści zauważyli, że rosyjscy agenci działali w sposób nierozważny, co umożliwiło szybkie odkrycie ich działań. Taki stan rzeczy wiąże się z faktem, iż wykorzystywali oni podczas operacji m.in. rubla do kupowania reklam czy używali rosyjskich numerów telefonicznych w celu uzyskania określonych informacji.

Rosyjscy agenci działali na różnych platformach, publikując linki między konkretnymi kontami i stronami, aby w ten zwiększyć dostęp promowanych treści oraz silniej oddziaływać na Amerykanów.  Łącząc posty na określonych portalach byli w stanie pozyskiwać darowizny, organizować protesty, a nawet wiece w świecie rzeczywistym.

KomentarzeLiczba komentarzy: 8
As
czwartek, 20 grudnia 2018, 06:45

Ameryka to żaden wyjątek

Boczek
czwartek, 20 grudnia 2018, 00:38

Sailor, środa, 19 grudnia 2018, 14:07 - a konkretnie jak Trump osłabia Rosję?

Sailor
środa, 19 grudnia 2018, 14:07

Rosjanie doskonale wiedzą, że nie są w stanie konkurować z zachodem w rozwoju gospodarki i technologii. Musieli by całkowicie zreorganizować państwo do czego są organicznie niezdolni. Dlatego próbują osłabić zachodnie demokracje takimi metodami, które są relatywnie tanie, a w knuciu to oni są na prawdę dobrzy. Tylko, że takie działanie ma krótkie nóżki i prędzej czy później wyjdzie na jaw i zwyczajowe odwracanie kota ogonem nic nie da. Amerykanie im zwyczajnie tego nie darują. Putin może sobie z tego nie zdawać sprawy ale wyrok na niego już zapadł.

Luke
środa, 19 grudnia 2018, 04:27

Jestem Polish-American I wam powiem ze to jest kontynuacja fake news. Trump oslabia Rosie a demokraci z nja pracuja, tak jest prawda. Smieszy mnie ze lewica ktura przegrala wybory na swiecie oskarza prawice o pracowanie z Rosja!

Riddler
wtorek, 18 grudnia 2018, 21:35

To jest koronny dowód. Płacili w rublach i używali ruskich kart sim. Kiedyś kumpel dla jaj sobie kupił ruską kartę z Allegro. Clintonowa przegrała, bo myślała, że ma ta prezydenturę w kieszeni i to ją zgubiło, a nie żadne ruskie. Trump wygrał nawet w stanach, które od dawna głosowały na demokratów, a jej nawet się tam nie chciało jechać. Żenujące.