Przyszły szef CIA: Cyberbezpieczeństwo "nie jest szczególnie istotne"

23 stycznia 2017, 16:04
Mike Pompeo, fot. Gage Skidmore, Wikipedia (CC BY-SA 3.0)

Michael Pompeo, kandydat na dyrektora CIA, w czasie przesłuchania przed senacką komisją wywiadu nie wymienił tematu cyberbezpieczeństwa jako ważnego składnika działań jego agencji. To kolejny członek z przyszłej administracji Donalda Trumpa, po generale Jamesie Mattisie, który nie uważa tego obszaru za szczególnie istotnego dla Stanów Zjednoczonych.

Jak można przeczytać na portalu Cyberscoop, większość wypowiedzi Pompeo była niezbyt pogłębiona. Trudno jednak przyznać, aby Pompeo posiadał aktualną wiedzę na temat bezpieczeństwa internetowego. Ostatnia jego propozycja zmian w prawie pochodzi z 2012 roku, podczas poprzedniej kadencji. Wtedy brał czynny udział w pracy nad Cyber Intelligence Sharing and Protection Act of 2012. Część zapisów z tamtego okresu można znaleźć w jego nowej wersji Cybersecurity Information Sharing Act of 2015. 

Zmiany zaproponowane przez Pompeo zostały przegłosowane w Izbie Reprezentantów, nigdy jednak nie trafiły na biurko prezydenta Baracka Obamy. Według Cyberscoop przyszły szef CIA podczas przesłuchania wydawał się nie mieć większego pojęcia na temat aktualnych zagrożeń cybernetycznych, takich jak cyberszpiegostwo czy wojna informacyjna. 

Przed komisją senacką przyznał jedynie, że: "czeka nas bardzo dużo pracy (jeżeli chodzi o cyberbezpieczeństwo). Nie ma żadnego powodu, aby zagrożenie w tym sektorze zniknęło. Rozwiązanie tego problemu będzie wymagało wiele pracy od administracji, także szefów firm i sektora prawniczego".

Czytaj też: Gen. Mattis: Cyberarmia musi współpracować z cywilnymi służbami

Ponadto podkreślił, że na stanowisku szefa CIA będzie starał się wesprzeć administrację przy tworzeniu nowych standardów dotyczących odpowiedzi na zagrożenie cybernetyczne. Powołując się na badania przeprowadzone przy pomocy narzędzia analitycznego Quorum, można stwierdzić, że Pompeo rzadko wypowiadał się na temat cyberbezpieczeństwa podczas swoich wystąpień w Izbie Reprezentantów czy w mediach społecznościowych.

 

CyberDefence24
CyberDefence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 1
Edyta Rządkowska
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 14:54

Dzisiaj pieniądze żądzą światem a nie Barack Obama i Hilary Clinton.W dzisiejszym świecie wydaje się pieniądze obywatelom.To o czym mówi Hilary Clinton o długu publicznym to to jest jej dług Baracka Obamy i rządzących w kongresie a nie obywatela.Ujmując to w skrócie każdy amerykanin nie jest odpowiedzialny za dług publiczny.Każdemu amerykaninowi należy się po 50 milionów dolarów .Pan Jaruzelski wraz ze mną płacił pieniądze w jeden dzień.Każde dziecko głodne dostawało pieniądze w jeden dzień .U nas nie było ludzi bezdomnych.To nie jest dług społeczeństwa tylko rządu.Baracka Obamy jest to dług rodziny Clintonów i od czterdziestu lat rządzących tym krajem czyli ameryką.

Reklama
Reklama
Tweets CyberDefence24