Trudne sąsiedztwo, napięcia i odpowiedź na eskalację Moskwy. Polska polityka wschodnia w 2018 roku [PROGNOZA]

9 stycznia 2018, 13:34
Polska 3

Nadchodzący rok niesie ze sobą wiele wyzwań, ale nie ma co spodziewać się spektakularnych sukcesów na odcinku wschodnim. Warszawa ma przed sobą wiele pracy, a obecne informacje wskazują na to, iż na wielu odcinkach może dojść do eskalacji napięć i dalszej destabilizacji sytuacji na kierunku polsko-ukraińskim zarówno na poziomie wewnętrznym, jak i międzyrządowym oraz potencjalnie zwiększenia intensywności konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Wśród ekspertów, którzy przedstawili swoje prognozy dla Defence24.pl są: Wojciech Konończuk z Ośrodka Studiów Wschodnich, dr hab. Andrzej Szeptycki z Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, Dariusz Materniak z Centrum Badań Polska-Ukraina, Michał Potocki z Dziennika Gazety Prawnej oraz Adam Reichardt z New Eastern Europe.

Wojciech Konończuk, Kierownik Zespołu Ukrainy, Białorusi i Mołdawii w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia:

Trudno jest liczyć, że 2018 rok może przynieść jakikolwiek zwrot lub przełom w polskiej polityce wschodniej. Państwa Europy Wschodniej pozostaną źródłem wyzwań dla polskiej dyplomacji. Zaczynając od Rosji – prognozowanie rozwoju sytuacji w tym kraju jest zawsze zajęciem niewdzięcznym, jednak wszystko wskazuje na to, że do połowy najbliższego roku Kreml będzie pochłonięty sprawami wewnętrznymi (wybory prezydenckie i, ważne z punktu widzenia prestiżowego, mistrzostwa świata w piłce nożnej). Dalszy rozwój relacji polsko-rosyjskich będzie uzależniony od szerszego kontekstu stosunków Zachodu z Rosją. Jednak żaden reset między Warszawą a Moskwą nie jest obecnie możliwy. Tym bardziej, gdy trwa wojna rosyjsko-ukraińska, która wciąż ma potencjał do eskalacji.

Podobnie nie należy liczyć na dalszą poprawę relacji z Białorusią. W ciągu ostatnich 2-3 lat udało się doprowadzić do pewnego polepszenia klimatu, odblokować kanały komunikacji politycznej, ale nic więcej. Kluczowe problemy z polskiego punktu widzenia (w tym szczególnie kwestia praw polskiej mniejszości) pozostają nierozwiązane i nic nie wskazuje, aby coś się zmieniło.

W dającej się przewidzieć przyszłości Ukraina pozostanie dla Polski trudnym partnerem. Przede wszystkim ze względu na – chcemy tego, czy nie – spór o interpretację historii. 2018 rok niesie serię rocznic, w tym tych związanych ze stuleciem odzyskania niepodległości przez Polskę i nieudanej walki o wolną Ukrainę. Szczególnie listopad może być trudnym miesiącem ze względu na okrągłą rocznicę polsko-ukraińskich walk o Lwów. Polska i ukraińska narracje historyczne będą w nieuchronny sposób wchodziły w spór. I jest to w sumie zrozumiałe. Ważne jest, aby zneutralizować destrukcyjny wpływ historii na relacje dwustronne przy jednoczesnym podkreślaniu wspólnych interesów w tych licznych obszarach, w których one występują. Partnerstwo polsko-ukraińskie ma podstawy, aby działać, ale wymaga to odbudowy zaufania i lepszej komunikacji oraz niebagatelizowania przez Kijów problemów historycznych (czeka nas także 75. rocznica Zbrodni Wołyńskiej). Poparcie Polski dla Ukrainy zawsze było jednoznaczne i bezwarunkowe i się to nie zmienia. Zajęcie przez Warszawę miejsca niestałego członka ONZ niesie też pewne korzyści dla Ukrainy. Polska wnosi bowiem – dość rzadkie w otoczeniu międzynarodowym –  rozumienie spraw ukraińskich, w tym w kontekście relacji ukraińsko-rosyjskich.

dr hab. Andrzej Szeptycki, Instytut Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, koordynator Centrum Studiów Polskich i Europejskich w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Kijowskiego Narodowego Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki: 

Stosunki polsko-ukraińskie będą warunkowane sytuacją wewnętrzną w obu państwach. Perspektywa wyborów prezydenckich i parlamentarnych na Ukrainie w 2019 r. i parlamentarnych w Polsce sprzyjać będzie wykorzystaniu polityki zagranicznej do celów wewnątrzpolitycznych. Nie bez znaczenia będzie kierunek przemian w obu państwach: pogorszenie relacji Polski z UE i brak reform na Ukrainie utrudnią współpracę, natomiast poprawa w obu wspomnianych obszarach będzie sprzyjać również relacjom dwustronnym.

Z perspektywy polskiej najważniejsze są kwestie związane z przeszłością. Grudniowa wizyta Andrzeja Dudy doprowadziła do częściowej deeskalacji napięć, niemniej jest to sytuacja przejściowa, zwłaszcza że polsko-ukraiński konflikt pamięci wykorzystuje Rosja. Należy mieć nadzieję, że w średnim okresie spór historyczny ulegnie swoistemu wypaleniu: obie strony nie osiągną porozumienia, niemniej powtarzające się wciąż incydenty i powtarzane wciąż te same argumenty przestaną budzić takie jak do tej pory zainteresowanie. 

Drugim ważnym aspektem dwustronnych stosunków niedocenianym w dialogu dwustronnym jest obecność w Polsce imigrantów z Ukrainy. Temat ten jeszcze trzy lata temu był nieobecny w debacie publicznej w Polsce; obecnie za sprawą wypowiedzi polskiego rządu o „milionie uchodźców z Ukrainy” stał się elementem dyskusji o kryzysie imigracyjnym. Obecność licznej grupy imigrantów w Polsce może być czynnikiem zbliżającym oba państwa. Wymaga to jednak przemyślanego programu integracji przybyszów i rezygnacji z retoryki antyimigracyjnej. W innym przypadku można oczekiwać rosnącej liczby incydentów antyukraińskich w Polsce, a w odpowiedzi – jak to miało miejsce ostatnio pod Lwowem – antypolskich ekscesów na Ukrainie. 

Oba państwa nie powinny tracić z widoku faktu, że najważniejszym zagrożeniem jest dla każdego z nich Federacja Rosyjska. Oba państwa powinny dążyć do zacieśnienia współpracy w sferze bezpieczeństwa i obrony. Istotną rolę może tu odegrać niestałe członkostwo Polski w Radzie Bezpieczeństwa i jej potencjalny wkład  w kształt misji pokojowej ONZ w Donbasie oraz współpraca w ramach wielonarodowej brygady litewsko-polsko-ukraińskiej. Obie strony powinny dążyć do rozwoju tego typu przedsięwzięć, by przezwyciężyć dwustronne spory – zwłaszcza te historyczne. 

Dariusz Materniak, Redaktor naczelny Portalu polsko-ukraińskiego PolUkr.Net, prezes Fundacji Centrum Badań Polska-Ukraina:

Rok 2017 z pewnością nie był łatwym dla relacji polsko-ukraińskich i naiwnością byłoby oczekiwać, że zmiany na lepsze nastąpią w szybkim tempie. Należy raczej spodziewać się, że w 2018 roku czeka nas mozolne odbudowywanie relacji, skoncentrowane na tych obszarach, gdzie mamy do czynienia z najpoważniejszymi kontrowersjami, a więc przede wszystkim w sferze dialogu poświęconego kwestiom związanym ze Zbrodnią Wołyńską oraz Ukraińską Powstańczą Armią. O ile ostatnie spotkanie prezydentów Polski i Ukrainy w Charkowie można uznać za pozytywny sygnał na najwyższym szczeblu, to bez konkretnych działań na szczeblu ministerialnym czy specjalistycznych forach przewidzianych dla dialogu na wspomniane tematy trudno oczekiwać zasadniczej poprawy sytuacji. Kluczową pozostanie wola obu stron w dążeniu do poprawy wzajemnych relacji.

Z pewnością zadania tego nie będzie ułatwiać aktywność grup i środowisk prorosyjskich, zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. Należy spodziewać się niestety kolejnych działań o charakterze prowokacji, wymierzonych przede wszystkim w miejsca pamięci historycznej, a także przedstawicielstwa dyplomatyczne i inne, symboliczne obiekty, atak na które może doprowadzić do zaostrzenia relacji. Zapewne nie mniejsza będzie aktywność wspomnianych środowisk w mediach, zwłaszcza w internecie i mediach społecznościowych, obliczona na dezinformację i generowanie chaosu oraz tworzenie kolejnych punktów zapalnych w relacjach dwustronnych. Podobne działania w 2017 roku pokazały, że mogą mieć one realny wpływ na funkcjonowanie wybranych osób i środowisk, istotnych z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich.

Pomimo opisanych problemów, należy oczekiwać także dalszego rozwoju i zacieśnienia współpracy w sferze obronności. Dotyczy to zarówno realizacji wspólnych przedsięwzięć przez siły zbrojne Polski i Ukrainy, takich jak Wielonarodowa Brygada LITPOLUKRBRIG czy wspólne przedsięwzięcia szkoleniowe (np. aktywność Polski w ramach wspólnej międzynarodowej grupy instruktorów funkcjonującej w Jaworowie k. Lwowa). Można spodziewać się także kolejnych inicjatyw i projektów w ramach współpracy przemysłów zbrojeniowych obu państw.

Michał Potocki, Szef działu opinie „Dziennika Gazety Prawnej”, współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”, współautor książek „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” oraz „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki”, za tę pierwszą nominowany do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki, zwycięzca międzynarodowego konkursu Belarus in Focus 2012 za najlepszy artykuł o Białorusi:

Nowy rok w relacjach Polski ze wschodniosłowiańską trójką nie powinien przynieść rewolucyjnych zmian. W najintensywniejszych relacjach z Ukrainą gros czasu wciąż będzie poświęcone tematyce historycznej. Biorąc pod uwagę bezkompromisowość osób odpowiedzialnych po obu stronach granicy za politykę pamięci, trudno przewidywać zażegnanie sporów. Nawet jeśli uda się nakłonić Ukraińców do zniesienia zakazu ekshumacji w zamian za likwidację czarnej listy urzędników-polonofobów czy zapowiedź wspólnych badań pod zniszczonym w kwietniu pomnikiem w Hruszowicach, najpewniej pojawią się kolejne napięcia. Pretekstem może być choćby 75. rocznica wołyńskiej krwawej niedzieli czy stulecie starć o Lwów. Albo kolejna prowokacja, być może z użyciem siły, wymierzona w placówki dyplomatyczne, obywateli drugiego państwa lub przedstawicieli mniejszości.

Nie da się również wykluczyć, że konflikt o politykę pamięci będzie w coraz większym stopniu wpływać negatywnie na współpracę w innych obszarach, choć dotychczas obu stronom udaje się tego unikać. Jeśli uda się ten trend podtrzymać, można mieć nadzieję na dalsze pogłębienie współpracy wojskowej czy pierwsze konkrety w sprawie budowy interkonektora gazowego lub wprowadzenia wspólnych kontroli na granicy polsko-ukraińskiej.

Źle przygotowany reset w relacjach polsko-białoruskich w zasadzie już się skończył. W tej dziedzinie nie powinniśmy liczyć na postępy. Sukcesem będzie już dalsze powstrzymywanie negatywnych zmian w szkolnictwie, które mogą doprowadzić do ograniczenia dostępu do polskojęzycznej edukacji dla naszej mniejszości na Białorusi. Możliwe, że utrata złudzeń co do szans na wyraźne ocieplenie relacji z Mińskiem udaremni żywe w MSZ pokusy zamknięcia Biełsatu. Zwłaszcza w kontekście wyrażonego publicznie sprzeciwu Jarosława Kaczyńskiego.

Przełomu nie należy oczekiwać także w relacjach z Rosją, choć 2018 rok przyniesie najpewniej próby pogłębienia nieśmiałego dialogu z Moskwą na niskim i średnim szczeblu. Rosja nie jest jednak zainteresowana odwilżą w relacjach polsko-rosyjskich, nie ma zatem mowy o spełnieniu któregokolwiek z warunków wstępnych stawianych przez Warszawę. Po rosyjskiej propagandzie można się spodziewać dalszych prób destabilizowania sytuacji w UE i antagonizowania Polaków z resztą Unii. Niepokojącym zjawiskiem jest współbrzmienie propagandy rosyjskiej i tej, której symbolem są niektóre programy informacyjne TVP, zwłaszcza w kwestiach związanych z problematyką unijną. Ta zbieżność „opinii” może być atrakcyjna dla części elektoratu i niektórych polityków partii rządzącej. 

Adam Reichardt, Redaktor naczelny anglojęzycznego pisma New Eastern Europe wydanego przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu: 

Ze względu na kwestie geopolityczne nadchodzący rok 2018 zdecydowanie będzie kluczowy dla Polski i jej sąsiadów. Bez wątpienia sytuacja na Ukrainie dalej będzie najważniejsza dla wydarzeń w regionie. Decyzja administracji Donalda Trumpa o sprzedaży broni na Ukrainę oraz dostawy broni przeciwpancernej (tzn. pocisków przeciwczołgowych typu Javelin) to wyraźny sygnał, że administracja oczekuje zwiększenie agresji ze strony Rosji w tym roku. Możliwe, że dostawa broni dla armii ukraińskiej ze Stanów Zjednoczonych to działanie odstraszające wobec Rosji, ale Kreml już ostrzegł Waszyngton, że USA „przekroczyły linię”.

W marcu 2018 roku odbędą się wybory prezydenckie w Rosji. Nikt nie ma złudzeń, że wygra Władimir Władimirowicz Putin, który pozostanie na Kremlu. Możemy oczekiwać, że przed wyborami nie będzie wielu ruchów na scenie międzynarodowej ze strony Rosji. Niemniej jednak można zakładać, że Rosjanie będą wykorzystywać osłabienie relacji z Zachodem oraz zachodnie sankcje wymierzone w swój kraj – to będą jedne z głównych tematów w czasie kampanii Putina. Właśnie przed wyborami, tj. w lutym 2018 roku, ma zostać opublikowana lista oligarchów, skorumpowanych przedsiębiorców oraz innych ludzi bliskich rosyjskiemu prezydentowi, którzy powinni być na rozbudowanej liście sankcji Stanów Zjednoczonych. Są już zresztą sygnały, że ta lista będzie stosowana wspólnie z amerykańskimi sojusznikami w Europie. Taki krok może okazać się to bolesnym ciosem dla rosyjskich elit. Nie wiadomo jeszcze jaka może być reakcja Kremla. Jedną z tych realnych może być eskalacja agresji na Ukrainie. To zresztą może być wzmocnione przez wspomniane dostawy broni z USA.

W związku z tym Polska wraz z innymi krajami członkowskimi Sojuszu Północnoatlantyckiego w regionie powinna być gotowa na ewentualną, potencjalną eskalację. Jeżeli konflikt na Ukrainie wyjdzie poza strefę tzw. operacji antyterrorystycznej (ATO), Kijów niewątpliwie będzie zmuszony do zwrócenia się o zachodnią pomoc. Taki scenariusz byłby tożsamy z ostatecznym unieważnieniem porozumień mińskich, mających doprowadzić do rozwiązania konfliktu zbrojnego na wschodzie Ukrainy, zapisy które od dawna pozostają i tak martwe. Pojawia się w takim razie pytanie, czy NATO i kraje sąsiadujące z Ukrainą mają plan awaryjny? Działanie na tym kierunku wydaje się wskazane. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 8
ccc
wtorek, 9 stycznia 2018, 17:40

Tak długo jak będzie panować Giedrojićowski debilizm, zamiast Piłsudczykowsko -Dmowskiego polsko - centryzmu, nic się nie zmieni. Ludzie chyba do tej pory nie rozumieją o co chodziło zarówno w jednej, jak i w drugiej koncepcji. Większość osób ani nie czytało Piłsudskiego ani tym bardziej Dmowskiego. Teza jakoby Dmowski był prorosyjski, a Piłsudski antyrosyjski czy o zgrozo, pro ukraiński jest po prostu tak debilna, że trudno to w ogóle tłumaczyć. Obaj byli propolscy i nic więcej. Z tym niestety Polacy do tej pory mają problem. Z nacjonalizmem. Rządzi u nas jakieś karykaturalne połączenie liberalizmu czy raczej libertarianizmu z patriotyzmem. I to jest problem dla Polski, numer jeden. To połączenie zresztą występuje i na Wschodzie, na Ukrainie. To libertarianizm i dosłownie, sranie na własny naród, doprowadziło Ukrainę do upadku. Tak jak doprowadza Polskę. Można się śmiać z Rosjan, ale oni, kwestie państwa i władzy stawiają wyżej niż własne, prywatne dobro. U nas jest na odwrót. A nacjonalizm polega na stawianiu interesu narodu ponad własne dobro, jako jednostki. Po prostu, jeśli całemu narodowi, żyje się dobrze i mi, jako członkowi tegoż narodu, również żyje się dobrze. Wszystkie państwa, z Polską na czele mają z tym problem, choć Zachód przynajmniej miał to w przeszłości. Tak długo jak Polacy, Ukraińcy czy Rosjanie, będą stawiać interes własny, własnego tyłka niż interes kraju i narodu, wspólnoty, tak długo będzie u nas syf, kiła i mogiła. O tym właśnie pisali zarówno Dmowski jak i Piłsudski, a nie o tym, komu trzeba laskę robić czy Ukraińcom czy Rosjanom, a może Zachodowi czy innej kloace.

Polon64
wtorek, 9 stycznia 2018, 20:37

To NATO prowadzi agresywną politykę a nie Rosja.