USA: Były doradca Trumpa przyznał się do kłamstw odnośnie współpracy z Rosjanami

31 października 2017, 14:46
Donald Trump

Były doradca sztabu wyborczego Donalda Trumpa ds. polityki zagranicznej George Papadopoulos przyznał się do składania fałszywych zeznań podczas przesłuchań przez Federalne Biuro Śledcze (Federal Bureau of Investigation, FBI). Jego zeznania zostały ujawnione dopiero w dniu 30 października br. Amerykańskie media i eksperci uważają, iż jest to jeszcze większy problem dla administracji Donalda Trumpa, niż zatrzymanie jego byłego szefa kampanii Paula Manaforta.

Prezydent Donald Trump w swoich aktywnościach na Twitterze z ostatnich dni podkreśla, że zatrzymanie Manaforta jest bez znaczenia, gdyż nie jest związane z jego działalnością przy samej kampanii. Nie jest to do końca prawda. Rick Gates, jego bliski współpracownik, określany przez media za oceanem jako „pułkownik” Manaforta, pozostawał przy kampanii po odwołaniu swojego wspólnika. Ponadto zarzuty wobec byłego doradcy ds. polityki zagranicznej George'a Papadopoulosa są już znacznie poważniejsze. 

 

Najczęściej powtarzanym słowem jest „zmowa” i pytania czy do niej doszło podczas kontaktów ze stroną rosyjską, która wybrała jedną ze stron, aby ją wspierać podczas okresu przedwyborczego. Amerykańscy komentatorzy podkreślają również, że jednym z najpoważniejszych problemów dla administracji Trumpa jest to, że zarówno sztab, jak i sam ówczesny kandydat na stanowisko prezydenta, mogli wiedzieć jakie są prawdziwe intencje Rosjan odnośnie ingerencji w sytuację społeczną i polityczną w USA.

 

Czytaj więcej: USA: Pierwsze oskarżenia w sprawie śledztwa o rosyjskich ingerencjach

 

Papadopoulos został aresztowany w lipcu br. Dopiero niedawno jednak przyznał się on do winy, iż okłamał FBI w sprawie swoich kontaktów z Rosjanami. W styczniu br. twierdził, że jego kontakt po stronie rosyjskiej – jak określają go media – „Profesor”, nie miał związku ze sprawą kampanii, gdyż ich relacje ograniczały się jedynie do okresu sprzed przyłączenia sią Papadopoulosa do sztabu Trumpa.  

 

Początek ich kontaktów datowany jest na 14 marca 2016 roku. Jak się okazało, zainteresowanie „Profesora” doradcą rozpoczęło się dopiero po tym, jak został on zatrudniony przez Trumpa. Papadopoulos został poinformowany przez Rosjanina o fakcie, iż strona rosyjska jest posiadaniu materiałów, które mogą zaszkodzić Hillary Clinton jeszcze w kwietniu. Miało to miejsce około 26 kwietnia 2016 roku. Podczas śniadania „Profesor” po swoim powrocie z Moskwy, przekazał informacje o „brudach” na Clinton. Publicznie podano jedynie do wiadomości, iż m.in. chodziło o tysiące maili wykradzionych z Partii Demokratycznej. Wielu ekspertów sugeruje, iż Papadopoulos mógł być jedynie pośrednikiem w zakrojonej na szeroką skalę operacji informacyjnej Kremla, ściśle koordynowanej z działaniami dezinformacyjnymi na Facebooku i Twitterze.

 

Czytaj więcej: 126 mln Amerykanów otrzymało treści zgodne z linią Kremla tylko przez FB

 

Z zeznań byłego doradcy ds. polityki zagranicznej wynika, iż jednym z priorytetowych celów Moskwy w okresie kampanii było przede wszystkim skłonienie sztabu Trumpa do odwiedzenia Rosji przez kandydata Republikanów z oficjalną wizytą, a zapewne również doprowadzenie do spotkania z Władimirem Putinem. Są również mocne dowody na to, iż na temat swoich kontaktów z Rosjanami informował kogoś z wysokiego kierownictwa kampanii Trumpa.

 

Nie ma na chwilę obecną informacji co motywowało Papadopoulosem, aby pierwotnie kłamać, mimo świadomości poważnych konsekwencji prawnych. Wiadomo jednak na pewno, iż od momentu aresztowania blisko współpracuje ze specjalnym prokuratorem Robertem Muellerem. Z nieoficjalnych przecieków wynika również, że wspomniał on trzech osobach, dążących do doprowadzenia do spotkania pomiędzy Trumpem a rosyjskimi politykami.

 

Wielu komentatorów z USA określa ten dzień jako najgorszy dla tej administracji. Wszyscy są też zgodni – to dopiero początek. Anonimowe źródła donoszą, iż prezydent Trump jest uspokajany i powstrzymywany przed radykalnymi działaniami i wpisami na Twitterze. Dzisiaj rano w jednym ze swoich wpisów określił już Papadopoulosa jako „kłamcę”.

 

Zatrzymanie dwóch kolejnych pracowników sztabu kampanii Trumpa nie jest przypadkowe. Śledztwo w sprawie rosyjskich ingerencji nabiera rozpędu i rozmachu. Większość informacji nie ujrzało jeszcze światła dziennego, lecz bez wątpienia są to skoordynowane i przemyślane działania. Wiele wskazuje, że zeznania Papadopoulosa doprowadziły do zatrzymań Manaforta i Gatesa.

 

Jak pisze CNN, sprawa Papadopoulosa to „mały wycinek wielkiego śledztwa”. Z kolei specjalny prokurator Departamentu Sprawiedliwości Robert Mueller określany jest obecnie jako „najpotężniejsza osoba w Waszyngtonie”, która po zatrzymaniu Manaforta wysłała jasny komunikat do administracji prezydenta. Udowodnił też, iż potrafi działać skutecznie, bez przyciągania uwagi mediów, gdy nie jest ona potrzebna.

 

Odpowiedź Białego Domu na całą sytuację uważana jest za marketingowy zabieg. Papadopoulosa przedstawia się oficjalnie jako „wolontariusza” i „chłopca od noszenia kawy”, który nie miał wpływu na nic. Współpracownicy prezydenta stwierdzili publicznie, że ten nawet go nie znał. Stoi to jednak w sprzeczności ze słowami samego Trumpa jeszcze z okresu kampanii w 2016 r., kiedy wypowiedział się o nim bardzo pozytywnie, jako o ważnym członku zespołu doradców. Jednocześnie administracja rosyjskiego prezydenta chwali amerykańską stację Fox News, która bardzo krytycznie przedstawia całą sytuację, związaną ze śledztwem prowadzonym przez Muellera. 

 

W tym samym czasie zarówno Manafort jak i Gates, zatrzymani przez FBI, twierdzą, że są niewinni stawianym im zarzutom. Na chwilę obecną większość z nich dotyczy ponad 10 lat współpracy z prorosyjskim byłym prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem, na której mieli zarobić dziesiątki milionów dolarów. Po rewelacjach Papadopoulosa i dynamicznym rozwoju śledztwa zapewne zostanie ona rozbudowana.

KomentarzeLiczba komentarzy: 0
No results found.