Demokracja USA na celowniku rosyjskich hakerów

Wtorek, 10 Stycznia 2017, 11:11 Syria

W opublikowanym raporcie amerykańskich agencji wywiadowczych można przeczytać, że rosyjskie ataki hakerskie miały na celu podważenie amerykańskiego systemu demokratycznego oraz postawienie w złym świetle sekretarz stanu Hillary Clinton. Oznacza to, że Rosjanie w sposób bezpośredni chcieli wpłynąć na to, kto będzie sprawował władzę w Białym Domu.

Opublikowany raport pod tytułem “Background to Assessing Russian Activities and Intentions in Recent US Elections: The Analytic Process and Cyber Incident Attribution” został przygotowany przez NSA, CIA i FBI. Jego autorzy stwierdzili, że prezydent Rosji zlecił przeprowadzenie kampanii mającej na celu wpłynięcie na wynik wyborów w Stanach Zjednoczonych.

Celem rosyjskich działań było podważenie zaufania amerykańskiego społeczeństwa do demokracji, zdyskredytowanie sekretarz stanu Hillary Clinton i tym samym zmniejszenie jej szans wygrania w wyborach. Raport stwierdza, że Rosjanie woleli, żeby to Donald Trump został prezydentem.

Putinowi szczególnie zależało też na oczernianiu sekretarz stanu, którą obwinia za masowe protesty przeciwko jego władzy. Miały one miejsce w 2011 i na początku 2012 roku w Rosji. Rosjanie zamierzali również podważyć demokratyczno-liberalny porządek promowany na całym świecie przez Stany Zjednoczone. Reżim Putina uważa to za poważne zagrożenie dla swojego istnienia.

Ataki hakerskie miały być tylko częścią kampanii ukierunkowanej na wybór Trumpa. W raporcie stwierdzono, że Putin powstrzymywał się od osobistych komentarzy chwalących kandydata Partii Republikańskiej, będąc świadomym, że mogłoby to negatywnie wpłynąć na jego wynik. Niemniej jednak Rosjanie wskazywali na przyjacielską postawę prezydenta elekta wobec rosyjskich władz oraz jego otwartość na stworzenie międzynarodowej koalicji przeciwko Daesh.

Czytaj tez: FBI ujawnia szczegóły ataku hakerów na wybory w USA

Amerykańskie agencje wywiadowcze wskazały również na współpracę reżimu Putina z zachodnimi politykami, wymieniając byłego włoskiego premiera Silvio Berlusconiego i niemieckiego kanclerza Gerharda Schroedera.

Dokument informuje, że Putin uważał aferę związaną z Panama Papers oraz publikację o dopingu wśród rosyjskich sportowców za amerykańską próbę oczernienia Rosji na arenie międzynarodowej. Dlatego też kradzież informacji z komitetu Partii Demokratycznej oraz ich publikacja miały stanowić odwet.

Zdaniem autorów raportu, rumuński haker o pseudonimie Guccifer 2.0 zostały stworzony przez GRU (wywiad wojskowy) w celu publikacji danych wykradzionych przez hakerów. Taką samą rolę odgrywała strona DCLeaks.com. Ponadto pojawiło się stwierdzenie, że działająca w Stanach stacja Russia Today jest niczym innym, jak tylko maszyną propagandową kontrolowaną przez rosyjskie służby.

Raport jest przełomowy. Po raz pierwszy w historii Stany Zjednoczone oskarżyły przywódcę innego państwa o próbę wpłynięcia na przebieg wyborów oraz ataki hakerskie na dwie partie polityczne. Ponadto dokument ten podważa legitymizację przyszłego prezydenta, niejako sugerując, że został on wybrany z rosyjską pomocą.

Potwierdzono informację, że rosyjskie agencje wywiadowcze od ponad dwóch lat zbierały informacje na temat procesów wyborczych i używanej technologii. Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego stwierdził, że nie znaleziono żadnych dowodów świadczących o ingerencji w maszyny liczące głosy.   

Należy jednak zauważyć, że w opublikowanej wersji raportu nie przedstawiono żadnych konkretnych dowodów na ingerencję Rosji w amerykańskie wybory. Prawdopodobnie znalazła się ona w części tajnej, przekazanej prezydentowi Obamie i Trumpowi oraz nielicznym najwyższym urzędnikom. Nie mogła zostać odtajniona, ponieważ pokazałaby techniki i narzędzia używane przez amerykańskie służby. 



Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

5 komentarzy

asad Czwartek, 12 Stycznia 2017, 19:54
Mnie osobiście najbardziej boli brak szacunku dla odbiorcy ze strony służb USA. Naprawdę chcą ujawnić rosyjski wpływ na wybory w USA? To powinni wszcząć dochodzenie w sprawie osób które zgłaszały choćby w Pensylwanii, że maszyny mimo oddania głosu na Trumpa zapisywały głos na korzyść Clinton. Osoby te musiały kłamać! skoro kłamały to były do tego zainicjowane przez kogoś. Jeżeli przez kogoś to ten ktoś działał na szkodę USA a korzyść Rosji. Proste? No chyba że osoby te mówiły prawdę a wówczas...
PiotrEl Wtorek, 10 Stycznia 2017, 22:25
Okazuje się że FBI nie miało dostępu do zhakowanych serwerów i innych urządzeń !!! Pomimo "licznych wniosków"! Co za cyrk!
cóż Wtorek, 10 Stycznia 2017, 21:20
"Nie przedstawiono żadnych konkretnych dowodów na ingerencję Rosji w amerykańskie wybory. Prawdopodobnie znalazła się ona w części tajnej."
Tak długo jak nie są one znane opinii publicznej mamy do czynienia z kolejnym politycznym kłmstwem. Żeby pokazać dowód nie muszą odtajniać żadnych technik wywiadu. Wygląda na to że zwyczajnie takie nie istnieją, a establishment partii demokratycznej panikuje po stracie calej władzy i nadchodzącym rozłamie w partii.
LL Wtorek, 10 Stycznia 2017, 12:45
"Należy jednak zauważyć, że w opublikowanej wersji raportu nie przedstawiono żadnych konkretnych dowodów na ingerencję Rosji w amerykańskie wybory."
No faktycznie ciekawe jakie mają dowody, bo oskarżenia są grube.
Urko Wtorek, 10 Stycznia 2017, 14:10
Podobno w raporcie jako podejrzany pojawia się między innymi adres IP należący do Microsoftowego Dr. Watsona. Czyli FBI chyba uważa że rosyjskie GRU przejęła nie tylko fotel prezydenta....